Andoni Iraola skrytykował początek meczu Liverpoolu z Arsenalem, ale po stracie gola chwalił reakcję zespołu. Trener uważa, że jego drużynie należał się rzut karny po faulu na Alexandrze Isaku. Arsenal wygrał na Anfield po raz pierwszy od 14 lat i wrócił na szczyt tabeli.
Iraola ocenił porażkę Liverpoolu
Trener Liverpoolu wskazał, że jego zespół nie rozpoczął spotkania na odpowiednim poziomie. Po stracie bramki, do której doszło około 15. lub 16. minuty, drużyna miała jednak zareagować dobrze i wywrzeć na Arsenalu dużą presję.
„Myślę, że powinniśmy przede wszystkim obwiniać się za początek meczu i okres do chwili, w której straciliśmy gola. Nasz start nie był na poziomie tego spotkania. Od momentu, gdy przegrywaliśmy 0:1, podobała mi się jednak reakcja zespołu. Już w pierwszej połowie odpowiedzieliśmy naprawdę dobrze i mocno naciskaliśmy na Arsenal” – powiedział Iraola.
Szkoleniowiec ocenił, że Liverpool stworzył wystarczająco dużo okazji, by zdobyć bramkę. Wspomniał między innymi o strzale Floriana Wirtza, po którym piłka trafiła w słupek, oraz główce Alexisa Mac Allistera. Jego zdaniem zespół miał też kilka sytuacji w polu karnym, których nie potrafił odpowiednio sfinalizować.
Spór o rzut karny po faulu na Isaku
Iraola uważa, że Liverpoolowi należał się rzut karny po starciu z Alexandrem Isakiem. Zwrócił też uwagę na sytuację z udziałem Cody’ego Gakpo i sposób, w jaki sędziowie ocenili oba zdarzenia.
„Moim zdaniem sytuacja z Isakiem to ewidentny rzut karny. Przygotowuje się do uderzenia głową przed bramką, a rywal ciągnie go tak mocno, że wszyscy widzą naciągniętą koszulkę. Nie trzeba wiele, by zatrzymać Alexa, a piłka spada tuż przed nim. Nie rozumiem, dlaczego nie podyktowano jedenastki. Być może dlatego, że nie rzucił się na ziemię, ale to nie powinno być powodem do niepodyktowania karnego” – stwierdził trener.
W przypadku Gakpo Iraola dostrzegł długotrwałe ciągnięcie, ale rozumiał argument, że piłka była zagrana zbyt daleko i zawodnik nie miał szans do niej dojść. Zaznaczył jednak, że takie uzasadnienie powinno być stosowane konsekwentnie. „Nie można używać tego samego argumentu w dwóch sytuacjach w różny sposób. Dlatego uważam, że po faulu na Alexie należał się rzut karny” – dodał.
„W takich meczach liczy się każdy szczegół”
Trener Liverpoolu porównał spotkanie z Arsenalem do wcześniejszej porażki z Manchesterem City. Zwrócił uwagę, że w wyrównanych meczach decydują drobne szczegóły, które w tym sezonie nie układają się po myśli jego zespołu.
„To bardzo ważne. Podobne odczucia mieliśmy w pewnym stopniu po meczu z Manchesterem City, między innymi z powodu pierwszej żółtej kartki dla Ryana Gravenbercha. W tak wyrównanych spotkaniach każdy szczegół ma znaczenie. W tym sezonie te drobne rzeczy nie działają na naszą korzyść, ale sezon jest długi i być może następnym razem sytuacja się odwróci” – ocenił Iraola.
Presja Liverpoolu po przerwie
Iraola przyznał, że Liverpool musiał poprawić początek meczu, ale był zadowolony z presji wywieranej na Arsenal po stracie gola. Podkreślił, że jego zespół miał wiele stałych fragmentów gry, lecz nie zdołał ich wykorzystać, a rywale dobrze bronili się w drugiej połowie.
„Od momentu straty bramki do przerwy mieliśmy bardzo dobre fragmenty, właściwie bardzo dobre 30 minut. Wydawało się, że gol jest blisko. Naciskaliśmy, wprowadzaliśmy piłkę w pole karne Arsenalu i utrzymywaliśmy ją tam, ale brakowało nam klarowności przy wykańczaniu akcji” – powiedział.
Trener wyjaśnił, że w końcówce wprowadził Rio Ngumohę, Victora Muñoza i Dominika Szoboszlaia, licząc na zdobycie bramki w inny sposób, także strzałem z dystansu. Liverpool nie wykorzystał jednak licznych stałych fragmentów gry, a Arsenal skutecznie bronił dostępu do własnej bramki.
🚨🎥| No penalty for Liverpool here. 😳 https://t.co/jblcreb4Ik
– Kalshi FC (@KalshiFC) November 1, 2026
